Monolit - 5 października '11r. 15:55
@nzs
Przez urzędników w przypadku twojego rozwiązania rozumiałem wewnętrznych pracowników firmy, którzy byliby analogami obecnych pracowników ZTM. W końcu ktoś te karty wydaje, ktoś system obsługuje itd. Mówiłem że w tym aspekcie nic by się nie zmieniło, bo dalej ktoś by te prace wykonywał.
Monopol natomiast wystąpiłby naturalnie w twoim przykładzie z systemem jednego biletu. W końcu jeżeli ktoś chciałby się wyłamać z tego systemu do kogoś w końcu należącego, to nie miałby szans ze swoją "biletową" ofertą na pojedynczej trasie często stanowiącej tylko część dziennego przejazdu pasażera (w związku z tym nawet dużo niższa cena biletu by nikogo nie przekonała, bo miałby i tak już kartę miejską nawet jednostkowo droższego przewoźnika, ale za to w całym mieście).
Kolejna sprawa to te mniej oblegane kursy, może wyjaśnię to na przykładzie. Największe obciążenie transportowe jest oczywiście na głównych arteriach komunikacyjnych, ale mieszka przy nich tylko część Warszawiaków gęsto tam upchanych, większość mieszka na rozproszonych osiedlach, z których najpierw do tych ciągów muszą dojechać i po to są im te mniej oblegane kursy. Jak pasażer najpierw tym mniejszym pojedzie, a później wypchanym metrem to ZTM łącznie jest do przodu, ale jak usunie te poboczne kursy to łącznie jest dużo do tyłu (choć na pojedynczych kursach zaoszczędza, daleka analogia to edukacja - bezpośrednio generuje tylko koszty, ale pośrednio wychodzi na plus). Bo jak pasażer ma sobie kupić samochód, żeby do przystanku dojechać, to już równie dobrze może dalej nim jechać, bo już go kupił i alternatywa staje się tańsza, a to oznacza oczywiście spadek zainteresowania transportem miejskim i coraz większe korki... Teraz problem z prywatnymi przewoźnikami byłby taki, że nikt by nie chciał tych mniejszych kursów brać na siebie, bo w skali mikro ciągle byłby na minusie. Natomiast jakby ktoś postanowił zrobić z tego jedną firmę, to masz monopol właśnie.
No i ostatnia sprawa, to podany przez Ciebie przykład połączeń międzymiastowych. Zaskoczę Cię, bo tutaj się akurat z tobą zgadzam, ale jest tak dlatego że jest to zupełnie inna sytuacja (pozornie podobna, bo niby to autobus i to też). W przypadku takiego transportu (w odróżnieniu do miejskiego gdzie podróże są codziennością, a częste przesiadki to normalny stan rzeczy) klient ma spory wybór, bo interesuje go w tym momencie tylko jedna nitka, jedzie konkretnie z Warszawy do Gdańska i nie obchodzi go wtedy to że jak tam kupi bilet, to za 3 minuty by kupował następny, podobnie z biletami okresowymi, które w transporcie miejskim i podmiejskim są podstawą. W związku z tym taki Polski Bus jest w stanie redukować ceny biletów, jeździć pełnymi składami (wyobrażasz sobie robienie rezerwacji na autobusy miejskie? Tak żeby zawsze jechały pełne jak PB czy tanie linie lotnicze?).
Trik polega na tym, że PB doskonale wie o tym co napisałem i dlaczego opłaca im się robić właśnie biznes międzymiastowy, a nie miejski.