17 kwietnia '11r.
Z soboty na niedzielę, tuż po północy, niemal doszczętnie spłonął ford puma zaparkowany pomiędzy blokami osiedla przy ul. Kard. Stefana Wyszyńskiego.
Jak ustaliliśmy na miejscu, auto zaczęło się palić około godz. 00:20-00:30. Mieszkańcy okolicznych bloków opowiadali Gorakalwaria.net, że „najpierw słyszeli dźwięk wybijanej szyby, a zaraz później, jakby ktoś rzucał ogromne petardy”. - Wyjrzałem przez okno, a pod
blokiem błyskały ogromne płomienie wydobywające się z tego samochodu – relacjonował jeden ze świadków.
Z naszych ustaleń wynika, że niedługo przed pożarem ktoś najprawdopodobniej wybił szybę w pobliskiej gablotce informacyjnej. Wtedy też wezwano policję. Mieszkańcy osiedla opowiadają, że jeszcze przed wybuchem pożaru widzieli jak patrol pojawił się w miejscu zdarzenia i po pewnym czasie odjechał. Gdy pokazał się ogień, funkcjonariusze pojawili się ponownie.
Co dziwne, ford puma zapalił się z przodu i z tyłu naraz, a środek auta nie został ruszony. Zauważyliśmy też, że od strony kierowcy szyba była wybita, a od pasażera nieruszona.
Straż pożarna z Góry Kalwarii przyjechała w ciągu kilku minut, co – jak się później okazało – zapobiegło większym zniszczeniom. Z naszych informacji wynika, że w fordzie znajdowała się pełna butla z gazem do kuchenki.
Straty liczy nie tylko właścicielka pumy, ale i fiata grande punto zaparkowanego metr od forda. Zanim mężczyzna przestawił samochód, uległ on poważnym uszkodzeniom po wpływem ogromnej temperatury - stopił się w nim cały przedni zderzak, lampy i przewody pod maską.
- To nie pierwszy taki wybryk w tym miejscu – żalił się Gorakalwaira.net mieszkaniec jednego z bloków. - Niemal rok temu, w tym samym miejscu, chuligani zdemolowali samochód – przypomina (pisaliśmy o tym w artykule „
Kukułcze jajo nie do ruszenia”).
(ks)
Osiedlowicz - 17 kwietnia '11r. 18:19
Zgadzam się z powyższym komentarzem. To, co dzieje się na osiedlu Wyszyńskiego-Pijarska to już działanie skrajnej patologii. Każdy mieszkaniec bloków jest w stanie wskazać kilku skrajnie odmóżdżonych patologicznych osobników, zakłócających notorycznie spokój mieszkańców osiedla. Łażą po blokach, drą bezzębne gęby, popierdują rozklekotanymi, żałosnymi wehikułami, ubliżają normalnym ludziom, można by dalej wymieniać... Najgorsze, że czują się bezkarni...
wyprowadzona - 17 kwietnia '11r. 19:34
choć nie mieszkam już w domu, na tym osiedlu, kiedy wracam, choćby na weekend szczerze boję się przejść później niż o 21 ... mniej boje się tu, w innym mieście, gdzie każda twarz jest obca ... to jakaś paranoja, mieszkałam tam całe życie i jeszcze choćby 2-3 lata temu nie było mowy o takich rzeczach. dzieje się bardzo źle ...
gwizdek - 17 kwietnia '11r. 20:51
"w tym samym miejscu, chuligani zdemolowali samochód – przypomina (pisaliśmy o tym w artykule „Kukułcze jajo nie do ruszenia”)."
to dzieci, pół osiedla ich widziało,ja przez przepadek też ale na osiedlu nie mieszkam i ich nie znam .
zeki - 19 kwietnia '11r. 03:18
@Dno
za moich czasów (to straszne, że już tak piszę) dzieciaki cały dzień miały co robić. Piłka, rowery i co tam jeszcze w lato. W zimę sanki na przykład. Głupi kawałek kałuży zamarzniętej był super ślizgawką na której godzinami się na butach ślizgało. Na skarpie były stada dzieciaków z sankami. Nie było cudnych boisk, nie mieliśmy komputerów a jakoś było się czym zająć. Dziś wyrostkom trzeba czas organizować :/ Jak coś się zrobi to może łaskawie wezmą w tym udział.
Za małoletnich odpowiadają rodzice. I tu by trzeba konsekwencji. Zniszczy coś młodzian to kosztami obciążyć rodziców. Zaraz przypilnują gdzie pociecha łazi po nocy i z kim się zadaje.
Osiedlowicz - 20 kwietnia '11r. 22:51
Asiu 33! Siedzenie i gadanie, podobnie jak noszenie kaptura nie jest treścią tej dyskusji. Moje dzieciństwo także upłynęło na tych blokach, ale nie darłem ryja po nocach, nie chlałem piwska na klatkach, nie rozjeżdżałem trawników zdezelowanym skuterem, nie podpalałem samochodów. Po prostu byłem normalny.