21 czerwca '10r.
- Osuszcie nasze działki - proszą gminę mieszkańcy ulicy Spacerowej w Kątach. By odwodnić podwórka-mokradła, trzeba poczekać... aż przeschną.
Michał Wójcik zaczął budowę domu, gdy żadnych problemów z wodą tu nie było, a dziś, chcąc wejść pod dach, musi okrążyć działkę i pokonać most z deski. Podwórze jest kałużą. Wprawdzie gdzieniegdzie widać trawę, ale kto tam stanie, zapadnie się – jak dziennikarz „NW” – po kostki. – Trzeba ludziom zapewnić odpowiednie warunki do życia – domaga się od urzędników 28-latek.
Żeby nie pływać, jego sąsiedzi wyłożyli posesję – od furtki do drzwi – paletami. Po ostatnich deszczach część zniknęła jednak pod wodą. Podtopiło komórki, zalało piwnicę. – Chodzimy w gumowcach – żali się pani Irena.
Inna mieszkanka (prosi o anonimowość) wciąż musi wypompowywać wodę z kotłowni – ale na podwórko, więc wielka kałuża wokół domu się powiększa. Z kolei po drugiej stronie drogi, na niezagospodarowanym jeszcze terenie, powstał po prostu staw.
Na zbierającą się w tej części wsi wodę nie ma siły. Nasi rozmówcy przyznają jednak, że swego czasu... mieszkańcy pozasypywali rowy – bo każdy chciał mieć choć trochę więcej ziemi (potwierdza to radna z Kątów Rozalia Zdulska).
– Ale przecież odkąd tu żyję, od prawie 40 lat, woda tak nie stała. Dopiero od ostatniej jesieni jest źle – tłumaczy takie postępowanie pani Irena.
Ludzie powiadomili o swoich kłopotach magistrat. A ten – jak poinformowała nas Ewa Orłowicz z Referatu Rolnictwa i Ochrony Środowiska – zlecił sprawdzenie melioracji górskokalwaryjskiej spółce wodnej. – Musi ona znaleźć miejsce, w którym drenaż (mający już prawie 35 lat) się zatkał, i go udrożnić – tłumaczy pani inspektor. Niestety, od kilku miesięcy takich prac przeprowadzić nie można. – Musimy poczekać, aż poziom wód gruntowych się obniży – wyjaśnia wiceburmistrz Dariusz Zieliński.
A co, jeśli odwodnienia naprawić się nie da? – Zastanowimy się, co zrobić. Myślę, że sprawa się rozwiąże – uspokaja Rozalia Zdulska. Wiceburmistrz Zieliński zapowiada natomiast, że tak czy inaczej gmina zamierza w Kątach odtworzyć i utworzyć przydrożne rowy. Zresztą nie tylko w Kątach. – Podobne problemy są w innych wsiach. Nawet w Czarnym Lesie, gdzie podtapiania nigdy nie było – zaznacza.
Szef lokalnej spółki wodnej Zbigniew Adamczyk (który o sytuacji przy Spacerowej – jak twierdzi – nic nie wie) podczas rozmowy z „NW” podkreśla: zalewanie posesji w Kątach może mieć wiele przyczyn. – Niewykluczone, że ktoś podniósł swój teren i zamknął wodzie w tej części wsi odpływ. Albo na przykład podczas prac budowlanych niechcący uszkodzono drenaż – wylicza. Pyta też: – Może był to kiedyś obszar podmokły i teraz, podczas mokrych lat, się „odrodził”? Może w ogóle nie powinno się na nim budować?
Zbigniew Adamczyk przekonuje, by „nie winić tylko pogody”. Jak bowiem zauważa, w przeszłości zdarzała się gorsza i takich trudności z odprowadzaniem wody nie było. – To jest bolesna lekcja i trzeba z niej wyciągnąć wnioski – podsumowuje.
źródło: Gazeta "Nad Wisłą"
autor: Robert Korczak