12 maja '11r.
Kocham to miasto – mówi o Górze Kalwarii Wojciech Łuczaj-Pogorzelski, współzałożyciel i lider Oddziału Zamkniętego.
Przez sześć lat mieszkałeś w Górze Kalwarii. Wspominasz ją z sentymentem?
Wojciech Łuczaj-Pogorzelski: O, na pewno! Od zawsze marzyłem, żeby tu zagrać koncert. Wszystkie najpiękniejsze chwile w moim życiu wydarzyły się w Górze Kalwarii. Strasznie mnie wkurza, że nie pamiętam nazwisk kolegów, znajomych z tamtych lat. Nawet nie wiem, kogo pozdrowić.
Podobno to tu zaczynałeś grać na gitarze?
Jak miałem 5–6 lat, mój brat cioteczny Bolek Karolczuk grał w małym kościółku w Górze Kalwarii podczas mszy rockowych. To był koniec lat 60., może początek 70. Jako maluch kiedyś przyszedłem na takie nabożeństwo i zostałem w kościele po jego zakończeniu. Po mszy chłopcy zawsze grali utwory The Shadows, Deep Purple. Jak ja zobaczyłem, co się dzieje, jak usłyszałem, jakie piękne dźwięki wydaje gitara – a jeszcze w kościele był pogłos – to się zachwyciłem. Kiedy wróciłem do domu, prosiłem: „Bracie, ucz mnie gry”. Coś tam mi pokazał. Niestety, jak wychodził z domu, to zamykał gitarę i wzmacniacz w szafie.
Układ był dobry, bo kuzyn Bolek grał na gitarze, a jego brat Bogdan był elektronikiem, robił wzmacniacze. Tylko nie za bardzo dawali mi grać.
Gdy miałem sześć lat, przeprowadziłem się do Warszawy i dostałem od wujka mandolinę.
Bywałeś później w Górze Kalwarii?
Przez wiele lat przyjeżdżałem do rodziny, która cała stąd pochodzi. Czy, nie daj Boże, gdy chowałem bliskich; wszystkich najbliższych pochowałem na tutejszym cmentarzu.
Zawsze bardzo kochałem to miasto i czasami jak się źle czuję, przyjeżdżam tu sam. Nawet nie wchodzę do brata, tylko obchodzę różne stare miejsca, gdzie bywałem z kolegami.
Zawsze jestem na czerwcowych odpustach, uwielbiam te stragany.
Podobno twoim hobby są latające modele. Puszczasz je w Górze na łąkach nad Wisłą?
Rzeczywiście, jak nie gram, to latam [śmiech]. Najczęściej puszczam samoloty w Wilanowie. Ale jeśli w Górze jest miejsce, zaraz tam pojadę. Modele zawsze wożę ze sobą [śmiech].
Rozmawiał Piotr Chmielewski