16 kwietnia '11r.
Podcinany konar złamał się nie tak, jak to obliczył 46-letni Jerzy K. Pękł wzdłuż i uderzył mężczyznę w głowę. Nie udało się go uratować.
– Wierzba to zdradliwe drzewo – komentuje pan Andrzej z Wincentowa. Nie może sobie podarować, że w czwartek rano nie poszedł do Jerzego K., gdy ten go wołał.
Szedł główną ulicą Wincentowa, gdy usłyszał spomiędzy wierzb rosnących przy kanałku: Andrzejku, podejdź!
– Jureczku, tylko pójdę do domu coś zjeść – odpowiedział pan Andrzej i poszedł dalej.
46-latek postawił przyczepę obok wierzb i obcinał długie odrosty z koron. Na drzewie, do którego przystawił drabinę, został ostatni konar już zazieleniony na końcu. Zgodnie ze sztuką mężczyzna podciął gałąź od strony, na którą miała spaść, a następnie ciął ją piłą spalinowa z drugiej strony. Ale konar zachował się inaczej, niż przewidywał to Jerzy K. Zanim 46-latek dociął odrost do końca, on pękł, zahuśtał się i uderzył mężczyznę prosto w głowę. K. spadł z kilkumetrowej drabiny.
Kiedy po około dwóch godzinach pan Andrzej przyszedł nad kanałek, wydawało mu się, że sąsiad, który był raczej pogodnym człowiekiem, robi sobie z niego żarty, bo nie było słychać ani jego, ani piły spalinowej. – „Jurek!” – wołałem. Myślałem, że chce mnie nastraszyć – opowiada Gorakalwaria.net mieszkaniec Wincentowa.
W końcu jednak znalazł sąsiada leżącego na ziemi; wokół jego głowy krew już zakrzepła. Mężczyzna nie dawał oznak życia. – Dopiero kilka miesięcy temu pochowaliśmy jego brata – załamuje ręce pan Andrzej.
Jerzy K. został odwieziony na sekcję zwłok, która wyjaśni bezpośrednią przyczynę śmierci. – Na obecna chwilę zebrane materiały wskazują, że to był nieszczęśliwy wypadek – informuje asp. Maciej Piotrowski z Komendy Powiatowej Policji w Piasecznie.
(pc)