11 lipca '11r.
Ogromne tołpygi posnęły z niedzieli na poniedziałek w stawie w Szpruchu. Właściciel zbiornika zwrócił się do różnych służb, żeby pomogły wyjaśnić powód śmierci ryb, ale odesłały go z kwitkiem.
– Jestem w szoku, jak zachowały się państwowe instytucje, które dostają ciężkie pieniądze, żeby dbać o nasze bezpieczeństwo – utyskuje pan Stanisław, nie przebierając w słowach.
Dzisiaj rano zauważył, że w piątym z sąsiadujących ze sobą sześciu stawów (należą do niego i brata) na biało świeci kilkadziesiąt brzuchów dużych ryb. Ani w stawach, z których spływa woda, ani w kolejnym martwe ryby nie powypływały. Tymczasem ze zbiornika, w którym tołpygi poginęły, bierze początek Czarna, która spływa potem w kierunku Czerska. – Nigdy mi się coś takiego nie przytrafiło, nie bardzo wiedziałem, kogo o tym powiadomić. Już nie zależało mi na rybach, ale obawiałem się, że może ktoś wrzucił do stawu truciznę, która spłynie z rzeczką i komuś zagrozi. Wezwałem policję. Przyjechał patrol, ale powiedzieli, że to nie ich sprawa i pojechali – opowiada.
Właściciel stawów zatelefonował potem do piaseczyńskiego sanepidu. Został odesłany do powiatowego lekarza weterynarii. – Ale tam powiedzieli mi, że jak nie prowadzę zarejestrowanej hodowli, to badanie takich ryb i wody do nich nie należy. Poradzili, abym pobrał próbki wody i dostarczył je do analizy – opowiada mieszkaniec Szpruchu. – Liczyłem, że pojawi się ktoś wyspecjalizowany. Skąd mam wiedzieć, jak pobiera się wodę, która może zawierać truciznę? – pyta retorycznie.
W końcu machnął ręką. – Skoro to nikogo nie interesuje... – mówi zrezygnowany.
Gorakalwaria.net zatelefonowało do Wojewódzkiego Inspektoratu Ochrony Środowiska. – Do kogo powinien zgłosić się pan Stanisław? – zapytaliśmy rzeczniczkę prasową Marię Suchy. – Skoro zachodzi podejrzenie, że mogło dość do zatrucia, w pierwszej kolejności zawiadamia się straż pożarną, która ma środki do walki z toksycznymi substancjami, które dostały się do wody – tłumaczy.
Zdaniem pani rzecznik powodem śnięcia ryb mogła być pogoda. Wysoka temperatura i nagła ulewa. – Mamy wiele takich zgłoszeń. Nagły przypływ wody w taki zbiorniku porusza nie do końca zmineralizowane osady z dna oraz powoduje gwałtowny spadek tlenu. To powoduje śmierć ryb – tłumaczy. Ale radzi, żeby właściciel stawu poddał martwą rybę badaniom weterynaryjnym. – Raczej jednak będzie musiał za to zapłacić – dodaje rzecznik.
Pan Stanisław jest przekonany, że do tzw. przyduchy (czyli nagłego spadku ilości tlenu w wodzie) nie doszło, bo zabezpieczył staw przed takimi wypadkami.
(pc)
Lilu - 25 lipca '11r. 00:39
Ochrona środowiska to kierunek ciekawy i praktyczny. Jeżeli absolwent jest pracowity i sprzyja mu szczęście to znajdzie dobrą pracę, a ludziom po prywatnych uczelniach czasem łatwiej znaleźć pracę bo kierunki na tych uczelniach mają ciekawsze i elastyczniejsze programy. Co do ekologii w ogóle to w naszym społeczeństwie panują dość dziwne poglądy na jej temat i chyba stąd to uprzedzenie do ochrony środowiska (o czym mogłam się przekonać w zimę na tym forum). A dbanie o środowisko leży przecież w interesie nas wszystkich.
Przykład- moi sąsiedzi 3 zamożne rodziny palą śmiecie na podwórku (plastikowe opakowania, opony), swego czasu wyrzucali śmiecie do lasu, a zawartość szamba wylewają na sąsiednią działkę. Efekt jest taki że w letnie wieczory zamykamy szczelnie okna, bo mimo duchoty nie jesteśmy w stanie wytrzymać smrodu.