7 września '10r.
Wrócił temat budowy zakładu unieszkodliwiania odpadów w Łubnej. Włodarze gminy badają, która z technologii utylizacji śmieci będzie najlepsza, najtańsza i zapewni dochody.
Góra Kalwaria ma kłopot. Na koniec roku zapowiadane jest zamknięcie wysypiska w Łubnej. Gmina nie tylko straci dochody z tego tytułu (3–5 mln zł rocznie), ale i nie będzie miała gdzie wywozić śmieci. Dlatego powstał pomysł, by jeden i drugi problem rozwiązać, budując nową „Łubną”.
Warszawa dostarczy
Niedawno zakończył prace powołany przez panią burmistrz zespół, który ocenił pod względem technologii wstępne koncepcje zakładu unieszkodliwiania odpadów złożone przez 20 firm (tyle odpowiedziało na ogłoszenia prasowe) Po pierwszym sicie na placu boju zostało pięć konsorcjów, które zdaniem zespołu i doradzającego mu Piotra Manczarskiego zgłaszają najlepsze rozwiązania. Wszystkie podmioty proponują użycie instalacji wyprodukowanych i sprawdzonych w działaniu na Zachodzie. Koszty inwestycji są niebagatelne: 50–140 mln euro.
Początkowo planowano, że nowy obiekt w Łubnej będzie przyjmować odpady od kilku gmin. Ale zdaniem Manczarskiego, aby przetwarzanie tony śmieci nie wyszło drogo (co odstraszy klientów) i aby przy tym zakład generował zyski, musi przyjmować rocznie minimum 100 tys. ton odpadów, a najlepiej 150 tys. ton. Tymczasem mieszkańcy Góry Kalwarii produkują rocznie 8–10 tys. ton. – Piaseczno i Konstancin-Jeziorna są jak najbardziej chętne do stworzenia spółki komunalnej z nami, aby tu wywozić śmieci. Warszawskie MPO też zagwarantowało nam, że jest w stanie dostarczyć rocznie do nowego zakładu 100 tys. ton odpadów – informowała radnych burmistrz Barbara Samborska.
Dajcie nam spokój
Góra Kalwaria posiada w Łubnej 20 ha sąsiadujących z obecnym wysypiskiem. To grunt pozostały jej w spadku po spółce „Łubna II”, która próbowała zbudować w tym miejscu nowoczesny zakład utylizacji śmieci, ale w wyniku lokalnych protestów wykrwawiła się i została rozwiązana.
Przez kilkanaście lat, które upłynęły od rozpoczęcia projektowania „Łubnej II”, nastąpił taki postęp w technice unieszkodliwiania odpadów, że obecnie miasto myśli wyłącznie o technologii, która pozwoli przetwarzać śmieci na gaz, a następnie na energię. Niemniej żadna z oferowanych przez firmy instalacji nie jest w stanie zutylizować wszystkich odpadów. Jedną czwartą, jedną trzecią z nich trzeba byłoby składować. – To jest nowoczesna technologia? – kpi Jan Konopka, sołtys Brześc.
Nie tylko on jest przeciwnikiem budowy zakładu. Pomysł nowego „wysypiska” (tak zakład nazywają oponenci) nie podoba się też sporej części społeczności Łubnej, Baniochy i Solca. – Dajcie nam w końcu spokój, dajcie nam żyć normalnie. Sypiecie śmieci od 40 lat! – irytował się sołtys i radny z Łubnej Andrzej Posiewka, gdy na sesji omawiano stanowisko rady miejskiej w sprawie budowy zakładu.
– Nikt nie mówi o składowisku, ale o nowoczesnym zakładzie. Na wysypiska nikt dziś nie zezwala, a odpady z procesu pirolizy, który być może zastosujemy, to materiał do budowy dróg i zielona energia – polemizowała z przeciwnikami burmistrz Samborska.
Ekspert Piotr Manczarski też uspokajał, tłumacząc, że koncepcje zakładu „nie przewidują możliwości składowania odpadów w Łubnej”. – Jeśli gdzieś będą składowane, to nie tu – stwierdził.
Jajo dla następców
Jeden z przeciwników projektu radny Dariusz Rytko uważa, że gmina raz na zawsze powinna wyzbyć się miana „wysypiskowej”. – Budowa nowego zakładu to koncepcja szkodliwa, wynikająca z braku innych pomysłów na rozwój gminy. Proszę zobaczyć, jak rozwijają się sąsiednie gminy, żadna nie ma u siebie zakładu przerobu śmieci – wytykał Samborskiej. – Sprzedajmy ten teren w Łubnej i zainwestujmy pieniądze w rozwój miasta, infrastrukturę i jego wygląd – proponował. Jego zdaniem gmina powinna skupić się na innych działaniach, bo zakładu i tak nie wybuduje ze względu na protesty społeczne.
Przy czterech głosach przeciw większość rady zobowiązała panią burmistrz do dalszych analiz, które wskażą konkretną technologię, odpowiedzą, jaki podmiot wybuduje obiekt (czy będzie to np. spółka gminy lub gmin i prywatnej firmy) i ile samorząd na tym zarobi. Szukany ma być też sposób na przekonanie do projektu ludzi mieszkających wokół Łubnej. Bez zgody społeczności o zdobyciu funduszy unijnych na inwestycję będzie można tylko pomarzyć.
Większość rady poparła projekt, tłumacząc, że „to jeszcze nie jest zgoda na budowę zakładu, ale na wstępne analizy”. – Szkoda, że tak późno się za to zabieramy, podrzucamy kukułcze jajo następnej radzie. Ale musimy się za to wziąć. Jeśli ten zakład nie powstanie, wojewoda narzuci nam związek gmin, abyśmy razem coś zrobili z odpadami. Od tego nie uciekniemy. Śmieci są i będą – gorzko przekonywał do głosowania „za” radny Wojciech Szynkiewicz.
źródło: Gazeta "Nad Wisłą"
autor: Piotr Chmielewski zeki - 8 września '10r. 02:29
Nie tak dawno temu czytałem o spalarniach i utylizacji śmieci na Zachodzie. Otóż w Wiedniu spalarnia znajduje się niemal w centrum miasta! Oczywiście nie jest to zwykły piec, ma masę filtrów itd. Powietrze przy wylocie z komina jest czystsze niż na chodnikach! Odpady jakie należy składować to mniej więcej 5% wszystkiego co się przywiezie. Dodać należy, że to głównie jest popiół.
Moje zdanie na temat zwałki jest takie, że skoro mamy kawał gminy i tak zafajdany to budowa takiego obiektu jak ten opisany przeze mnie powyżej stanu okolicy na pewno nie pogorszy. Oczywiście należy mieć na uwadze okolicznych mieszkańców ale tu widzę 2 aspekty.
Po pierwsze za dużo jest wsi okołowysypiskowych. Swego czasu w Markach mieszkała moja koleżanka, która wiecznie powtarzała, że nie czuła nigdy żadnego smrodu z wysypiska ani w żaden inny sposób nie wadził jej ten obiekt. Może czas zastanowić się komu naprawdę może przeszkadzać coś takiego a kto bije tylko pianę?
Po drugie rozumiem ludzi mieszkających koło tego potwora (mam na myśli stare wysypisko) i ich obawy o to co będzie dalej. Znając życie może być tak, że znów byle g!@#$% nam się będzie próbowało zamydlić ślepia. Zresztą czas w jakim podjęto te działania mówi sam za siebie. :/ Rozumiejąc dyskomfort mieszkania przy zwałce oraz niepewność co też nasza władza nam zafunduje mam następującą propozycję: niechże gmina przeniesie tych ludzi w inne miejsca! Mamy sporo pięknych terenów i chyba nie jest to duży problem przy takiej inwestycji postawić kilka porządnych domów żeby ludzie mogli spokojnie mieszkać i żyć.
No ale to trzeba z ludźmi rozmawiać i przede wszystkim wziąć pod uwagę, że ktoś może mieć inne potrzeby niż dobry stan gminnych finansów. I dogadywanie się z mieszkańcami nie może być takie jak do tej pory -obiecanki, ze będzie dobrze, zapewnienia o miejscach pracy i inwestycjach (jakby chodniki czy wodociągi i kanalizacja to było coś ponad standard w XXIw). A to wszystko dostaniecie jak się zgodzicie na bliżej nieokreślony obiekt pod płotem. A jak nie to dalej w zapyziałej wsi będziecie mieszkać. Chyba czasy takiego podejścia władzy do ludzi powinny dawno odejśc w niepamięć.
Jestem całym sercem za inwestycją w tym miejscu ale ludzi mieszkających tam nie wolno traktować tak jak to do tej pory się robiło.