18 marca '11r.
Budynek, o którą toczy się spór sądowy, stał się publicznym szaletem. Oraz zagrożeniem dla przechodniów.
O interwencję w sprawie zabytkowego domu przy ul. Strażackiej 6 poprosił nas czytelnik. Pan Sławomir od lat obserwuje, jak pożydowski budynek niszczeje.
– Przetrwał okupację niemiecką, nie wyburzono go nawet w okresie Polski Ludowej, ale teraz ulega całkowitej ruinie. I stanowi realne zagrożenie. Młodzież paląca tam papierosy wywołuje ryzyko wybuchu kolejnego już pożaru. Pewnego dnia gaszono ogień aż pięć razy! – opowiada mieszkaniec.
Pamięta też, jak w ubiegłym roku na chodnik spadły kilogramowe kawałki balkonu. Na szczęście nikt wówczas tędy nie przechodził.
Stan prawny liczącej niespełna sto lat kamienicy jest skomplikowany. Od Elżbiety Piech, kierownik Referatu Gospodarowania Mieniem piaseczyńskiego starostwa, dowiedzieliśmy się, że budynek nie należy do Skarbu Państwa.
Od dwóch lat w piaseczyńskim Sądzie Rejonowym toczy się sprawa, w której spadkobiercy osoby zamieszkującej kamienicę po wojnie domagają się, by nieruchomość została uznana za ich własność. Na dowód przedstawiają umowę z 1948 roku, na mocy której ich przodek wraz z małżonką kupił dom od żydowskiego właściciela i mieszkał w nim do śmierci.

Sprawa jest cały czas w toku. – I trudno określić, kiedy się zakończy – przyznaje mecenas Ryszard Szarek, który na rozprawach w reprezentuje gminę Górę Kalwarię (jeśli nieruchomość przy Strażackiej 6 nie zostanie uznana za prywatną własność, działka i budynek najprawdopodobniej przypadną lokalnemu samorządowi).
Kto zatem ma obecnie posprzątać wewnątrz i zabezpieczyć budynek? – Ponieważ znajduje się on na terenie Góry Kalwarii, najpierw powinny się tym obiektem zainteresować władze gminy – tłumaczy Mirosław Satalecki, powiatowy inspektor nadzoru budowlanego.
Skarga na fatalny stan domu już trafiła do ratusza. Niedawno budynek obejrzeli strażnicy miejscy. – Ponieważ wieloletni użytkownik domu nie żyje od kilkunastu lat, zwrócimy się z prośbą do jego spadkobierców o zabezpieczenie budynku – informuje „NW” komendant straży miejskiej Robert Durka.
A co, jeśli zignorują apel? Komendant zdradza, że gmina może jeszcze poskarżyć się do nadzoru budowlanego, a w ostateczności zająć się zabezpieczeniem budynku samodzielnie.
Wszyscy bronią się przed kosztami. Dla pana Sławomira są one jednak bez znaczenia, gdy ktoś może dostać kawałkiem betonu w głowę. – Czy naprawdę musi dojść do tragedii? – pyta.
Piotr Chmielewski
Gazeta "Nad Wisłą"
mieszkaniec GK - 18 marca '11r. 23:15
panie Sławku odpowiem na pańskie pytanie
niestety musi , bo w tej gminie myśli się od dupy strony
nic się nie stało to ok , jak ktoś trafi do szpitala no to wtedy zabezpieczymy
nikt nie myśli że można takim wydarzeniom zapobiec , wszyscy w koło mówią o prewencji ale nic w tym kierunku nie robią bo tak jest prościej i łatwiej i taniej tylko że później cierpią bogu-ducha winni ludzie
zez - 6 maja '12r. 14:24
» Czerskie światy równoległe
kosze to .. na boisku do koszykówki ,widocznie zdaniem...
~XXy
» Kto pierwszy dostanie w głowę
A Konserwator Zabytków nie może wkroczyć z...
~XXy
» Obchody 3-go maja
"wielki magazyn ludzkiej krzywdy" - może coś...
~XXy
» Obchody 3-go maja
@Zenek - "gdzie byli nasi strażacy" - może...
~XXy
» Liczba przestępstw wzrosła, spadła...
"trzeba wysłać chyba pismo" - trzeba bez owego...
~XXy
» Ni to chodnik, ni ulica
@Cicero - "to już nasza wina" - słusznie prawisz;...
~XXy
» Co prawda, to prawda: kamieni sól nie wypali
"niech się święci.." - niektórzy samorządowcy...
~XXy