2 kwietnia '11r.
Skauci Europy z hufca warszawskiego zjechali w sobotę do ogrodu księży Marianów na Dzień Modlitw.
Zlot umundurowanych na szaro wilczków (czyli najmłodszych skautów), harcerzy (nastolatków) oraz przewodniczek i wędrowników (powyżej 17. roku życia) rozpoczął się od wspólnego apelu. Zastępy z totemami i proporcami stały równo w szyku. Gdy rozległ się sygnał „do partyzanta!”, kto żyw, uciekał, by się ukryć za drzewem lub wskoczyć do nieczynnej fontanny. Na drugi sygnał wszystko wróciło do początkowego porządku.
Po tej rozgrzewce, gromkim okrzyku „czuwaj!”, opuszczeniu proporców i podniesieniu dłoni z trzema wyprostowanymi palcami skauci zaśpiewali swój hymn „Króluj nam Chryste, zawsze i wszędzie”. Wstęp zakończyło odmówienie „Ojcze nasz”.
W czasie apelu zebrani krzyknęli jeszcze „czuj, czuj, czuwaj!” na cześć gościnnej Góry Kalwarii, a także na wezwanie jednej z zastępowych „na cześć naszego Boga!”. To był odzew na słowa duszpasterza skautów, który zauważył, że „skauting to pomysł Pana Boga, a my tylko w to weszliśmy” i „dla Boga nie ma nic niemożliwego”.
„Rosomaki” i „Pelikany”
Przez resztę dnia rodzice słuchali ciekawych pogadanek o metodyce wychowawczej skautów, a skauci grali i bawili się. Potem wszyscy razem wspólnie się modlili. Podobne spotkania skautów i rodziców miały miejsce tego dnia w 19 krajach europejskich.
– W ciągu ostatniego roku liczba skautów w naszym hufcu się podwoiła – cieszy się Maria Czerwińska, hufcowa warszawska. Skąd ten boom? Zdaniem harcerki dzieje się tak, ponieważ organizacja doskonale odpowiada na zapotrzebowanie rodziców. Chcą, by ktoś wsparł ich w wychowaniu, nauce zaradności, karności i odpowiedzialności u dzieci, ale w zestawieniu z wartościami głoszonymi przez Kościół. Dorośli szukają też dla swoich pociech odpowiedniego grona przyjaciół.
W sobotę wilczki i harcerze przyjechali do Góry Kalwarii, bo tu, przy Wieczerniku na Mariankach, zrodziły się dwa zastępy. – Jeździmy w miejsca, gdzie rozwija się nasz ruch, by pokazać, czym jesteśmy i jak jest nas wielu – tłumaczy Maria Czerwińska.
Górskokalwaryjski zastęp chłopców powyżej 12. roku życia, pod wezwaniem błogosławionego ojca Papczyńskiego, przybrał nazwę „Rosomak”. Z kolei zastęp około 15-letnich dziewcząt nosi nazwę „Pelikan”.
– To wszystko jest zabawa, ale dla wymagających od siebie – zauważa Maciej Marchewicz z Czerska, jeden z rodziców „zarażonych ideą skautingu”. Zarówno syn, jak i córka pana Macieja są harcerzami, co sobotę chodzą na zbiórki na Mariankach trwające od 3,5 do 8 godzin.
Szkoła przetrwania
– To harcerstwo w starym stylu. W kraju nie ma placówek, ale są ogromne serca – mówi mieszkaniec Czerska.
Wszystkie zbiórki skautów odbywają się na zewnątrz, przy ognisku, na którym gotuje się gorąca strawa. A latem skauci wyjeżdżają na odludzie, na obóz. Budują na drzewach platformy, na których potem śpią. Czasem są też rzucani na głęboką wodę – udają się na dwudniową wyprawę. Gdy ktoś ich przenocuje, muszą zapłacić za to pracą.
– Widzę, jak moje dzieci się „prostują” i dorastają do poważnych zadań, które czekają je w życiu – nie kryje dumy pan Maciej. Harcerze spotykają się także ze Skautami Europy z innych państw.
Skauting w Górze Kalwarii dopiero się rodzi. Wszyscy zainteresowani mogą przyjść na zbiórkę w sobotę o godz. 9.
Piotr Chmielewski
Gazeta "Nad Wisłą"