9 grudnia '11r.
Sezon na przeziębienia, katary i inne wirusowe draństwa w pełni. Piszącą te słowa też przycisnęło i ze spuszczoną głową udałam się po numerek do Rejonowej Przychodni w Górze Kalwarii.
Na szczęście rzadko tam bywam, bo krew mnie zalewa, kiedy widzę zainstalowane przy gabinetach lampy z czerwonym napisem „NIE WCHODZIĆ”.
Same lampy nie wzbudzałyby moich emocji, gdyby nie fakt, że się ich prawie wcale nie używa. Siedzę sobie grzecznie przed gabinetem, osłabiona chorobą. Osłabienie to powstrzymuje mnie nawet przed komentowaniem przestępczego, moim zdaniem, procederu wchodzenia poza kolejnością. No nic... Siedzę i czekam, pacjenci wchodzą i wychodzą, a lampa nawet nie mrugnie. O ile oczekujący przed gabinetem rejestrują w swoich umysłach fakt, że ktoś jest właśnie w trakcie badania, o tyle personel przychodni nie ma takiej możliwości. Dlatego często wspomniany personel z naręczem kart, zwolnień itp. chwyta za klamkę (po jednym puknięciu ostrzegawczym, albo i to nie!) i wkracza do gabinetu. W większości przypadków oczom czekających ukazuje się półnagi, osłuchiwany przed doktora, pacjent.

Może ja wymagam zbyt wiele? Przecież przychodzę po pomoc i ją otrzymuję. Ale z całym szacunkiem dla służby zdrowia, czy ja muszę też otrzymywać darmową rozrywkę? Lub co gorsza, sama jej dostarczać? Nie wiem co z resztą świata, ale dla mnie badanie to proces intymny.
– Proszę nabrać powietrza głęboko w płuca i wstrzymać na chwilę – słyszę. A tu właśnie wchodzi pielęgniarka, która niestety nie jest wyposażona w fartuch umożliwiający przenikanie drzwi, więc musi je otworzyć. Parawan stoi z boku. Zasłania elementy wyposażenia, które nie muszą się niczym krępować. A ja siedzę, już trochę poczerwieniała od wstrzymywanego powietrza, i ciśnienie mi skacze na ten cały przymusowy striptiz. A to już nie jest tylko kwestia skrępowania, ale ewentualnej złej diagnozy. Czy w naszej przychodni brakuje żarówek? Czy może rachunki za prąd zbytnio obciążają budżet tej placówki? Nie wiem.
Żeby oddać sprawiedliwość pracownikom służby zdrowia, muszę dodać, że widziałam „światełko w tunelu”. Jedyny gabinet, w którym sygnalizowano mi zakaz wchodzenia, to pracownia USG. Czy oznacza to, że żeby dostać trochę intymności podczas badania, muszę wysmarować się galaretką?
Sylwia Biczyk
krew.mnie.zalewa@gmail.com
GM - 9 grudnia '11r. 18:10
Też mnie krew zalewa, że pacjent w państwowych placówkach jest traktowany jak kolejny numerek a nie człowiek.Kiedyś w jednej z tego typu przychodni zwróciłam uwagę pani w rejestracji, ze płacę co miesiąc ZUS i nie jest to mała kwota, a jak raz na kilka miesięcy potrzebuję skorzystać z pomocy lekarskiej, to zawsze są jakieś problemy. Pani odpowiedziała, że z tej kwoty to oni dostają marne grosze z ZUS'u. A co mnie to obchodzi? Ja w swojej pracy muszę być profesjonalistką. Dlaczego jak ktoś pracuje w budżetówce, to od razu może spocząć na laurach? Dramat.Z funduszu zdrowia powinny być co roku przeznaczane pieniądze na szkolenia dla personelu z zasad obsługi pacjentów.
Niedołęga - 9 grudnia '11r. 19:45
@baba
Miło Cię poznać Babo bo rozumiem nie jest to Twój nik ;)
Nie twierdzisz chyba, że zachowanie personelu jest wynikiem zarządzeń NFZ? Zabawne, że w prywatnych przychodniach, które mają podpisany kontrakt z NFZ takie historie się nie zdarzają, z czego to więc twoim zdaniem może wynikać?
Ps.
Przepraszam, że się nie przedstawiłem ale już taki ze mnie niedołęga ;)
GM - 9 grudnia '11r. 20:25
do @baba
Kolego czy koleżanko? Czytaj ze zrozumieniem. Tu chodzi o sposób traktowania pacjentów przez personel: panie z rejestracji i lekarzy.Zero szacunku dla pacjentów.To od pracy tych właśnie osób zależy wizerunek służby zdrowia. I nie chodzi o to, że czeka się w kolejkach, że ciężko się dostać do specjalistów i że brakuje sprzętu, ale o ludzką życzliwość i takt. W państwowych placówkach niestety często nie szanuje się pacjentów. I to mnie denerwuje, bo przecież ludzie, którzy decydują się pracować w służbie zdrowia powinni być tym bardziej empatyczni, cierpliwi i oddani innym.
ona - 10 grudnia '11r. 02:14
a ja jestem bardzo wdzięczna autorce za poruszenie tematu dotyczącego naszej służby zdrowia - forma wypowiedzi najmniej mnie tu interesuje. Nie wiem, czy pamięta ktoś wątek poświęcony nowemu dyrektorowi placówki, jakichże cudów miał on dokonać: brak kolejek, dbałość o pacjenta (podmiotowość) a także rejestracja przez internet. No, Kanada po prostu. A co mamy? Tłum, najczęściej starszych, schorowanych ludzi koczuje na dworze od bladego świtu, po czym przy okienku dowiaduje się, że numerków brak, bo pan szef przyjmuje dziennie dwie osoby na krzyż. Co innego prywatnie. Zlecenia na wypisanie recepty przyjmowane są jedynie z jakimiś debilnymi drukami, w rezultacie ustawia się po wypisanie recepty zbędna kolejka do lekarzy. Daje się do podpisu jakieś deklaracje dotyczące osoby uprawnionej do odbioru wyników badań, etc - czemu i komu to wszystko służy? Nie znajduję ani jednej rzeczy, zmiany wprowadzonej z myślą o poprawie sytuacji pacjenta. Nie wiem, czy nie jestem już zbyt uprzedzona, ale wydaje mi się, że tak źle jeszcze nie było.
Matylda0001 - 11 grudnia '11r. 11:41
ja jeszcze zauważyłam w oczekiwaniu na poczekalni pociotkostwo i powoływanie się na znajomości,człowiek siedzi grzecznie w kolejce w oczekiwaniu na swoją kolej a między co drugą osobę wpadają kolejne dwie lub trzy z uśmieszkami "tylko po receptę" albo "tylko po skierowanie" albo "bo czegoś zapomniałam" albo "ja tylko o coś spytać",
osoby takie dopadają do wchodzącej właśnie pani Lidzi albo pani Irminy z szerokim uśmiechem i godnym pozazdroszczenia refleksem górskiej gazeli
albo po prostu walą bezpośrednio do lekarza który nie każe im czekać na swoją kolej tylko kto pierwszy ten lepszy
a człowiek siedzi z temperaturą 39 i obsuwa się na krześle (o ile ma miejsce siedzące) i tak spędza pół dnia,godziny mijają leniwie ale co tam,
póki ci znajomi "tylko po receptę" przestaną w końcu wchodzić między pacjentami,
nawet nie można im zwrócić uwagi bo wszyscy się znają,nawet ci przepuszczający tych wchodzących bez kolejki,
dzieńdobrają sobie więc nie można nawet zwrócić uwagi i posłać wiąchy.
(ps.wszelka zbieżność imion jest przypadkowa)
lol - 11 grudnia '11r. 22:51
do Młody
kolego mottem każdej placówki Medycznej PAŃSTWOWEJ w Polsce powinno być "Ani służba, ani zdrowia" bo po prostu są one przepełnione! Do pana "Niedołęga" w prywatnych przychodniach, które mają podpisany kontrakt z NFZ takie historie się nie zdarzają, wynika to z tego, że mają mniej pacjentów;] i kółeczko się zamyka.
Co do artykułu jeszcze - dlaczego lekarz kiedy ktoś puka do gabinetu nie powie "prosze zaczekać" albo "chwileczke" ? Za to mu nie płacą grubej kasy?
tutu - 12 grudnia '11r. 01:06
skoro pan dyrektor tak lubuje się w papierzyskach, to może niech sprawdzi, ile osób w kolejkach do lekarzy stoi po recepty na stale przyjmowane leki, ile po inne dokumenty medyczne a ile czasu poświęca się rzeczywiście aktualnie chorym. To ci zazwyczaj najdłużej koczują w kolejkach ( nie wspomnę o conocnym "zbiegowisku" pod przychodnią).Zdziwi się, pod warunkiem, że uczciwie to zrobi.
Ponieważ dyrektorem jest już jakiś czas, może poinformowałby, co tak naprawdę zrobił (nie dla pracowników) dla schorowanych, upodlanych ludzi! Jak się z tym czuje?
:) - 14 grudnia '11r. 16:19
do Karoli: tu raczej nie chodzi o personel medyczny, tylko o otwieranie drzwi do gabinetu podczas badania, kiedy w poczekalni tłumy. I chyba tak to powinno działać w cywilizowanym świecie, że jak idziesz na to ekg czy rodzić, to świadomie zgadzasz się na pokazywanie bez bluzki, czy też krocza personelowi medycznemu. Tylko i wyłącznie personelowi. W innym przypadku wypadałoby wczodzić już nagim do przychodni zostawiając ubranie na parkingu, bo jest zbędne i jest nam wszystko jedno, tak?:)
Leśna - 14 grudnia '11r. 20:44
Karola,skoro Tobie jest wszystko jedno, to Twoja sprawa. Myślę, ze każdy ma prawo i leczyć się i badać i rodzić w cywilizowanych warunkach.A gdzie Ty rodziłaś? W poczekalni czy na przystanku?
Żenada, to czuć się skrępowanym, czego na pewno doświadczyła pani pisząca artykuł. I w pełni ją rozumiem, bo sama byłabym oburzona.
eva - 14 grudnia '11r. 23:11
Karygodne jest wchodzenie bez wezwania i pukania do gabinetów podczas wizyty innego pacjenta. Na pewno powinien być parawan w każdym gabinecie, by uniknąć sytuacji naruszających godność i intymność pacjenta.
W dobrze zorganizowanej placówce można zostawić w rejestracji zamówienie na leki zażywane przewlekle i receptę odebrać za dwa-trzy dni.
Nepotyzm = wchodzenie i załatwianie spraw poza kolejnością i po znajomości jest naruszeniem nie tylko etyki, ale też budzi podejrzenia o korupcję.
Myślę, że dyrekcja zdaje sobie z tego sprawę i omawia problemy dyscypliny pracy na zebraniach personelu.
Pacjent zawsze może złożyć skargę pisemną i nieanonimową do Rzecznika i to skutkuje, wierzcie mi!
Biuro Rzecznika Praw Pacjenta
al. Zjednoczenia 25
01-829 Warszawa
Konrad - 16 grudnia '11r. 22:10
Mam chore nerki (kamica + guz). Nigdy nie miałem trudności z numerkiem (czy to najpierw do dra Edwarda Kr.) czy teraz do dr. o nazwisku krzewu, który parzy albo innego określenia wysypki. Dzwonię na rejestrację zawsze po 7-mej rano, zawsze dostaję numerek. Dziś byłem u tej p. dr. i mając numerek na 12.00 (w piątki ona przyjmuje od 11.30) gdy przyszedłem to nikogo do niej w poczekalni nie było, był ktoś akurat w środku w gabinecie. Poczekałem z 15 minut i wszedłem. Pani dr jest miła, dała mi skier, na USG i skier. do urologa w Piasecznie. Wizyta szybka, krótka i miła :) :)
Pacjentka - 17 grudnia '11r. 22:24
Konrad
cieszymy się razem z Tobą.Szkoda,że nie mogę również podzielić się podobnymi doświadczeniami.
Ja sama płacę ZUS i jest to kwota około 900zł miesięcznie, Z tego zdrowotne, to jakieś 250zł. Do lekarza chodzę może z raz na 1,5 roku i właściwie to tylko po zwolnienie. Leczę się prywatnie. Dlaczego? Bo przechodziłam z chorobą 6 lat. Żaden lekarz w GK jej nie potrafił zdiagnozować ani chociaż skierować na odpowiednie badania. Wystarczyła jedna prywatna wizyta u specjalisty i jedno badanie w Warszawie i skończyły się moje męki.
A jak raz słaniając się na nogach przyszłam do przychodni w GK po jakąkolwiek pomoc, to usłyszałam, że mam iść do pani doktor i zapytać, czy mnie przyjmie ( numerka rzecz jasna nie miałam ). Przed gabinetem też było pusto, zapukałam, weszłam - w gabinecie też tylko pani doktor. Zapytałam, czy jest możliwość aby mnie przyjęła bo mam prawie 40 stopni gorączki, jest godzina 18:30 i nie mam siły jechać poza GK do lekarza. Co pani doktor na to? Powiedziała bez mrugnięcia okiem, ze ma dużo pacjentów i nie da rady. Przypominam, w poczekalni pusto było. Nie miałam siły dyskutować - życzyłam jej miłej pracy i miłego wieczoru. Później zastanowiłam się, czy ona w ogóle wie co to praca.I takie dziadostwo za moje pieniądze :(
XX - 24 stycznia '12r. 14:41
a w Ośrodku w Sobikowie kulturka. Sympatyczna atmosfera
i spokojnie. Przydałby się tylko nowy budynek, koniecznie z apteką. Może pacjenci z Sobikowa w tej sprawie się odezwą. Bo o budowie cisza, a projekt ma już ponad rok- jest ważny tylko dwa lata. Czyżby władze gminne coś przeczyły?
Żeby się nie skończyło z Ośrodkiem jak z pocztą !!
tkj - 24 stycznia '12r. 16:21
"Czyżby władze gminne coś przeczyły?"
Władze gminy mają tylko plany !
Szerokie plany !
Takie szerokie jak tory w dawnym ZSRR !
Były plany odnowić fasadę Domu Kultury,dla jasności przypomnę że chodzi o Kino.
tutu - 30 stycznia '12r. 17:16
czy podobnie, jak temat dot. p.Pyszyńskiej, problemy naszej służby zdrowia są dla Redakcji mało istotne lub aż tak niewygodne, że nie rozwinęła tematu? A może by tak przepytać p. dyrektora, czy zamierza w nowym roku zmienić coś w podległej sobie placówce, by wreszcie pacjenci stali się podmiotami, a nie przedmiotami (dosłownie)!