31 marca '10r.
Mówiła do 71-letniej mieszkanki Góry Kalwarii „ciociu”. Tak zamieszała jej w głowie, że starsza pani wysłała oszustce oszczędności.
Staruszka może mówić o ogromnym szczęściu. Północnopraskiej policji udało się we wtorek zatrzymać współpracownika oszustki i odzyskać pieniądze.
Zaczęło się od telefonu
Gdy 71-letnia mieszkanka miasta podniosła słuchawkę, usłyszała pytanie: – Ciocia? Dzień dobry.
Na chwilę kobietę zamurowało, nie mogła po głosie poznać, kto telefonuje. – Ewa, to ty? – zapytała, chwytając przynętę. – Taaak, przepraszam, że tak długo się nie odzywałam. Co u ciebie słychać? – zagaiła „krewniaczka”. Gdy po trwającej pewien czas rozmowie wyczuła, że „ciocia” nabrała pewności, iż rozmawia z kimś z dalszej rodziny, zaczęła narzekać. – Dzwonię do ciebie, ciociu, bo mam problem. Kupuję kawiarenkę internetową i człowiek, który mi ją sprzedaje, dziś zażądał zaliczki. Jeśli nie zapłacę, sprzeda ją komuś innemu. Potrzebuję 15 tys. zł. Za kilka dni na pewno oddam – zapewniła.
– Ale, dziecko, nie mam tyle. Mam tylko 10 tys. zł – żołądkowała się starsza pani.
– Niech będzie tyle, podzwonię jeszcze po znajomych, może mi pożyczą – machnęła ręką oszustka. – A, ciociu, mogłabyś pójść na pocztę i te pieniądze wysłać od razu do człowieka, od którego kupuję kafejkę? Już podaję ci jego nazwisko i adres...
Starsza pani, niczego nie podejrzewając, wypełniła na poczcie przekaz i wysłała potrzebną „krewnej” kwotę.
A od kogo pan tyle pieniędzy dostał?
Po pieniądze we wtorek na poczcie na Pradze Północ zgłosił się 64-letni Wojciech W. To jego dane były na przekazie. Ale kasjerce w okienku mężczyzna jakość się nie podobał, źle mu z oczu patrzyło. – A od kogo pan tyle pieniędzy dostał? – zapytała podejrzliwie. Oszust nie spodziewał się pytań, zaczął coś mamrotać. To kobietę upewniło, że coś jest nie tak. – Na chwilę muszę wyjść na zaplecze, proszę poczekać – powiedziała urzędniczka i pobiegła zatelefonować na policję.
Zanim Wojciechowi W. udało się podjąć 10 tys. zł, panowie w mundurach poprosili go do radiowozu.
Sprawę prowadzi komisariat w Górze Kalwarii, ponieważ tu zaistniało oszustwo. Stróże prawa wnioskują o areszt dla 64-letniego mężczyzny, bo – jak się okazało – kilka dni wcześniej pod jego adres pieniądze wysłała również mieszkanka Raszyna. Też oszukana „na krewniaka”.
Policja szuka teraz kobiety, która przez telefon nakłoniła mieszkankę Góry Kalwarii do „pożyczki”. Za oszustwo grozi ośmiu lat więzienia.
Policja ostrzega przed „wnuczkami”
Jak podaje rzecznik powiatowej policji Halina Kędziora-Kula, charakterystycznym elementem poczynań oszustów działających „na krewniaka” jest to, że informują, iż nie będą mogli przyjść po pieniądze osobiście, i po gotówkę przyjedzie ich znajomy. Tak było do tej pory. Teraz oszuści wymyślili nową metodę. Proszą poszkodowanych, aby dokonali na poczcie przelewu pieniędzy wskazanej osobie.
(pc)