26 marca '10r.
Misterium Męki Pańskiej już popojutrze. Początek plenerowego widowiska w centrum miasta o godz. 15.00
- Chciałbym, by dzięki przedstawieniu widz dostrzegł obecność Boga w swoim życiu - mówi mieszkaniec, który zagra Jezusa.
Jak patetycznie by to nie brzmiało, misterium będzie dla Góry Kalwarii aktem dziejowym. Widowisko pasyjne pod gołym niebem wraca bowiem do miasta - założonego właśnie dla kultu Męki - po ponad 200 latach.
W Niedzielę Palmową wydarzenia z Jerozolimy przypomną mieszkańcy: 30 „aktorów” plus 40 statystów (profesjonaliści - grupa rekonstrukcji historycznej - zagrają tylko żołnierzy). Wszystko rozegra się pośrodku krzyża, na planie którego powstało miasto. Pierwsza część - przy kościele Na Górce, druga - przy ul. Piłsudskiego, trzecia - przy ratuszu, czwarta - przy ul. 3 Maja, piąta - przy kościele Na Górce. Spektakl potrwa do dwóch godzin.
Reżyser Paweł Głodek, 29-latek z Góry Kalwarii, o „efektach specjalnych” woli oficjalnie nie mówić. Ujawnia jedynie, że Kajfasz wjedzie na osiołku i że charakteryzacja będzie „świetna”. Ks. Wojciech Skóra, pomysłodawca misterium i szef komitetu organizacyjnego, zdradza zaś, iż jest pod wielkim wrażeniem pieśni (do których muzykę i słowa napisał specjalnie na tę okazję bard Jacek Kowalski).
Służba Najwyższemu
Jezusem będzie w inscenizacji Paweł (nazwiska i miejsca zamieszkania podać nie chce). W rozmowie z „Nad Wisłą” podkreśla: - Zagram Osobę, która żyła dwa tysiące lat temu i która jest wciąż żywa: spotykam Ją w eucharystii, w sakramentach. Wcielę się w Osobę, która jest dla mnie Bogiem.
Jak stwierdza, będzie to dla niego „służba Najwyższemu” i „pewna forma poznawania Go, forma nawrócenia, rekolekcji”. Trudno mu sobie wyobrazić, by w tę rolę wcielił się ktoś niewierzący. - Muszę mieć otwartość na to, co przeżywał Zbawiciel. Gdybym w Niego nie wierzył, to tej otwartości bym nie miał - tłumaczy Paweł.
Od dziesięciu lat - odkąd słucha ciężkiej muzyki - ma długie włosy i brodę. I gdy jego mama przeczytała w „NW”, że organizatorzy misterium szukają ludzi o fizjonomii Jezusa, postanowiła syna zgłosić. - Zgodziłem się, by to zrobiła, uznając, że przyjmę, co rzeczywistość przyniesie. Przy czym... spodziewałem się, że jednak mnie nie wybiorą - opowiada Paweł.
Weź swój krzyż
Setka ochotników przygotowywała przedstawienie pół roku. Łukasz Głodek na finiszu ze zmęczenia aż się pochorował. - Nie ja jeden. Próby dają w kość - przyznaje reżyser, który zapuścił brodę, by dać przykład „aktorom” grającym postaci z zarostem.
O poczynania na scenie „Jezusa”, „Maryi” i spółki jest tak czy inaczej spokojny. Zrobili wielkie postępy. - Martwię się tylko pogodą - mówi.
Druga niewiadoma to liczba widzów. Jeśli na widowisko przyszedłby zaledwie co dziesiąty mieszkaniec gminy, publiczność liczyłaby już około 2,5 tys. osób. A przecież księża zapraszali na przedstawienie w całej archidiecezji (to 207 parafii).
Najważniejsze w każdym razie, by - jak podkreślają organizatorzy - widzowie bardziej niż widzami, byli uczestnikami. - By się wczuli, zaangażowali - tłumaczy Łukasz Głodek. Między innymi dlatego każdy dostanie śpiewnik i każdy proszony jest o przyniesienie z domu krzyża.
Misterium ma się odbywać co rok. - Liczymy, że nasze wielkopiątkowe miasto znów stanie się kalwarią Mazowsza. Co będzie też znakomitą promocją gminy - zaznacza Łukasz Głodek.
źródło: Gazeta "Nad Wisłą"
autor: Robert Korczak
Wszakże nie zachował się do naszych czasów żaden opis z odbywających się w Górze Kalwarii misteriów Męki Pańskiej, ale ponieważ Nową Jerozolimę obsługiwali bernardyni z Kalwarii Zebrzydowskiej, łatwo można odtworzyć przez analogię przebieg takiego widowiska paraliturgicznego.
Obchody Triduum Paschalnego rozpoczynały się w Górze wieczorem w Wielki Czwartek na Syjonie, w Domku Matki Bożej - tam, według apokryficznej tradycji, miało miejsce pożegnanie Chrystusa ze swoją Matką. Następnie wszyscy zgromadzeni przechodzili do pobliskiego Wieczernika. Tam podczas liturgii miała miejsce ceremonia zwana mandatum - przełożony klasztoru marianów (za życia biskupa Wierzbowskiego był to o. Papczyński) umywał nogi dwunastu starcom z miasta na pamiątkę umycia nóg apostołom przez Zbawiciela podczas Ostatniej Wieczerzy.
Po mandatum pojawiał się aktor grający Chrystusa, aby objąć główną rolę w spektaklu. Szedł na czele pochodu w otoczeniu aktorów grających apostołów, za nimi szli zakonnicy, bractwa, porządkowi i pątnicy. Rozpoczynała się procesja, która z Wieczernika prowadziła do Ogrójca na skarpie wiślanej. Tam, przy kaplicy Pojmania, do orszaku zbliżali się aktorzy grający żołnierzy i następowało pojmanie. Związanego Jezusa prowadzono w kierunku miasta, zatrzymując się przy moście na Cedronie, aby wysłuchać kazania zastępującego scenę pławienia w rzece (kazania miały zresztą miejsce przy większości kaplic).
Wszedłszy do miasta przez Bramę Wschodnią, pochód zmierzał do kaplic Annasza i Kajfasza. Następnie przechodzono do kaplicy Więzienia w Piwnicy. Była już północ, zapalano ogniska. Orszak z Jezusem i zakonnicy wchodzili do tejże kaplicy, a reszta uczestników na zewnątrz słuchała relacji o torturowaniu więźnia. Gdy kaznodzieja kończył, wówczas członkowie bractw i liczni pątnicy zaczynali się biczować przy śpiewie psalmu „Miserere”. Zwyczaju tego zaniechano w XVIII w., poprzestając na pobożnych pieśniach.
W ten sposób kończyły się wielkoczwartkowe uroczystości. Większość pielgrzymów, jeśli nie znalazła noclegu, lokowała się koło kaplicy przy ogniskach i tam czekała dnia następnego.
W Wielki Piątek o świcie wyprowadzano Chrystusa z kaplicy Więzienia i po kazaniu pochód ruszał do Ratusza Piłata, stamtąd do Pałacu Heroda i zgodnie z ewangelicznym przekazem z powrotem do Ratusza. Według przekazu o. Wyszyńskiego w kościółku tym miały miejsce „[...] wszystkie tajemnice, które [Chrystus] wycierpiał u Piłata, jak lekceważenie w scenie wybrania Barabasza, wrzaski Żydów: »Ukrzyżuj, ukrzyżuj«, wyrok Piłata i umycie rąk, biczowanie, cierniem ukoronowanie. Na portyku świątyni Piłat wskazuje na Chrystusa słowami: »Oto Człowiek«.
To właśnie w tym miejscu odbywała się najbardziej oryginalna scena ze wszystkich polskich Kalwarii - otóż pachołek miejski odczytywał „Dekret Piłata” skazujący Jezusa na śmierć, a następnie zostawał on wpisywany do ksiąg miejskich. Dokument był stylizowany na ówczesny miejski akt sądowy, a wpisanie go do ksiąg nadawało mu urzędowe znaczenie. (...)
Po odczytaniu wyroku rozlegały się dźwięki trąb i głuche uderzenia w bęben. Przechodzono do kaplicy Włożenia Krzyża. Tam Chrystus, zgodnie z ikonografią, w cierniowej koronie brał na ramiona duży drewniany krzyż. Był on za ciężki dla jednego człowieka, dlatego pomagali mu żołnierze oraz aktor grający Cyrenejczyka, który wchodził do akcji od stacji piątej. Cały pochód szedł więc ulicą Kalwaryjską, zatrzymując się przy kolejnych stacjach Drogi Krzyżowej, gdzie czytane były rozważania pasyjne.
Jak wcześniej wspomniano, ostatnie kaplice od Trzeciego Upadku do Złożenia do Grobu znajdowały się w kościele Świętego Krzyża na wzgórzu kalwaryjskim. Tam też radni miejscy składali figurę Jezusa do Grobu w podziemiach świątyni i na tym kończyła się wielkopiątkowa procesja. Adorację przy Grobie rozpoczynali bernardyni i trwała ona aż do rezurekcji.
Fragment pracy magisterskiej „Biskup Stefan Wierzbowski (1619 - 1687) - założyciel Góry Kalwarii” autorstwa Łukasza Głodka