18 grudnia '11r.
Już nie kolor czerwony, ale „ceglany” lub „ceramiczny” ma dominować na przebudowanych głównych placach Góry Kalwarii.
W poprzednią środę architekci projektujący nową nawierzchnię rynku i jego otoczenia spotkali się z mieszkańcami, aby skonsultować proponowaną przez siebie wizję. Po dyskusji, którą wywołało ujawnienie koncepcji w „Nad Wisłą”, urzędnicy spodziewali się mnóstwa ludzi i burzliwej dyskusji. – Chciałbym rzec: „witam licznych mieszkańców”, ale nie mogę tego powiedzieć – niską frekwencję podkreślił już na wstępie wiceburmistrz Jan Wysokiński.
Demokratyczne projektowanie?
Kilka osób, które zdecydowały się zabrać głos, miało pretensje do władz, że na konsultacje zdecydowały się dopiero wtedy, gdy okazało się, że koncepcja wzbudza aż tak duże emocje. Radny powiatowy Arkadiusz Strzyżewski pytał, czy jeszcze cokolwiek można w niej zmieniać. Żałował przy tym, że nie powstały 2–3 alternatywne wizje. – Można wnosić uwagi, ale to, co panowie architekci zaproponowali, jest wiodące – wyjaśniał zastępca burmistrza.
Radny Karol Stróż namawiał z kolei do dalszych konsultacji społecznych, bo zmiany proponowane przez architektów zmienią centrum na wiele lat. – Powołajmy grupę roboczą mieszkańców – zaproponował. Ale wiceburmistrz Marek Rutowicz szybko zgasił jego pomysł: – Kto miałby wybrać taką radę? – pytał. Rafał Sieraczyński – szef firmy Rysy Architekci, która opracowuje koncepcję – stwierdził, że przecież projekt konsultowany jest z wybranymi w wyborach władzami, które reprezentują mieszkańców. – Demokratyczne projektowanie, jeszcze się z takim nie spotkałem – mówił także Bartłomiej Gasparski z firmy Palmett – Markowe Ogrody, która współtworzyła wizję centrum.
Temat zamknął Jan Wysokiński: – Dalsze konsultacje mogłyby odsunąć ukończenie projektu w czasie. Zależy nam, żeby był on gotowy, gdy pojawią się fundusze unijne z nowego rozdania czy szybciej dotacje z funduszu norweskiego – klarował.
Autorzy koncepcji wyjaśniali później, że i tak już nieco zmodyfikowali swoją wizję, biorąc pod uwagę także część głosów internautów wypisujących się na stronie Gorakalwaria.net.
Błagam, nie czerwień
Zanim doszło do ożywionej dysputy, której temperatura w miarę upływu czasu stygła, doskonale przygotowani na starcie Rafał Sieraczyński i Bartek Gasparski zaprezentowali swoje pomysły. Operując ilustracjami, przekonywali, że Góra Kalwaria to unikatowe miasto, bo utworzone na planie krzyża, ale jednocześnie ma chaotycznie zagospodarowane centrum, wyróżniające się nieuporządkowaną zielenią i parkowaniem oraz zbyt szerokimi ulicami.
– Naszym celem jest przywrócenie funkcji reprezentacyjnej głównemu placowi, stworzenie salonu Góry Kalwarii – objaśniał Sieraczyński. Gasparski dodawał, że środek miasta z poszerzonymi chodnikami „zostanie oddany pieszym”, co sprawi, że ludzie chętniej tu przyjdą i zostaną na dłużej. – Tak właśnie stało się choćby w Kopenhadze – podawał przykład.
Architekci przekonywali, że serce Góry Kalwarii powinno być „dumą mieszkańca i ciekawostką dla przyjezdnych”. Dlatego zaproponowali ułożenie w przyszłości na ulicach – ramionach dawnego krzyża – kolorowego asfaltu. – Kolor czerwony nie wynika z tego, że zależy nam akurat na czerwieni, choć to ciepła barwa – podjął temat Gasparski. – Szukaliśmy materiału, który przetrwałby 200 lat, ale byłby dość tani. Padło na klinkier, który jest estetyczny, przez lata nie zmienia barwy, nie plami się, za to jest ponad połowę tańszy od naturalnego kamienia – wyjaśniał. Pracownie w ogóle nie brały pod uwagę najtańszej kostki brukowej, bo traci ona kolor w ciągu kilku lat. Za przykład placów utwardzonych klinkierem projektanci podali rynki w Sienie, Zamościu czy trotuar przed Urzędem Rady Ministrów w Warszawie.
O rezygnację z czerwieni i jego odcieni zaapelował do architektów Wojciech Prus-Wiśniewski, prezes Towarzystwa Miłośników Góry Kalwarii i Czerska. „Prosił, błagał i ostrzegał”, aby zastosowali kolory granitowo-szare lub ochrę (barwę wiślanego piasku – uszczegóławiał). – Jasny kolor jest niepraktyczny, szybko się brudzi – oponował od razu przedstawiciel firmy Palmett, ale nie upierał się. – To nie musi być czerwony jak na polskiej fladze, ale ceglany, ceramiczny, bardziej przygaszony – proponował.
To nie miejsce na park
– Moim zdaniem państwa pomysły to unikalność dla unikalności. Większość placu będzie pusta. Dziś zaciszne miejsce miedzy ratuszem a kościółkiem zostanie wybetonowane – komentowała z kolei radna Aleksandra Górecka.
– Zarzut pustości nie jest dobry. My chcemy dać nawierzchnię wysokiej jakości, która, jak pokazuje doświadczenie innych miast, przyciągnie ludzi – polemizował Gasparski, który obruszył się na słowa „wybetonowany”. Natomiast Sieraczyński przekonywał, że plac przed ratuszem „to nie miejsce na park”. – Naciskajcie na władze miasta, żeby miejsce na dłuższe spacery stworzyły poza centrum – zachęcał szef Rysy Architekci.
Część spotkania poświęcono zieleni. Pracownie dążą do nasadzenia lip wzdłuż ulic, a przy rynku wybarwiających się jesienią dębów. Drzewa miałyby być od razu nieco wyrośnięte. Architekci przekonywali natomiast, że sadzenie roślin iglastych w mieście, co wskazują doświadczenia innych miejscowości, to nie jest dobry pomysł, bo czują się one dobrze tylko, gdy powietrze jest czyste. Generalnie liczba drzew nowych ma się równać liczbie drzew usuniętych.
W czasie dyskusji architekci przyjęli „do przeanalizowania” uwagę mieszkańca ul. 3 Maja Andrzeja Krupy, aby nie przybliżać przystanku autobusowego do wiekowych budynków przy ulicy, bo nie wytrzymają drgań. Po przebudowie autokary mają tylko na chwilę zatrzymywać się przy ratuszu, parkować zaś w innej części miasta.
Fontanna czy dynamiczna kałuża
Przygotowując się do spotkania z mieszkańcami, autorzy koncepcji opracowali nowe, bardziej dopracowane wizualizacje i chętnie wyjaśnili mieszkańcom, jaka byłaby rola przebudowanych placów. Przede wszystkim odmieniony rynek ma służyć do organizacji imprez masowych oraz kościelnych, w tym przyciągającego coraz większą rzeszę widzów Misterium Męki Pańskiej. Z kolei skwer przy ul. Dominikańskiej, powiększony o teren zajęty obecnie przez drewniane pawilony, służyłby rekreacji. Na jego obrzeżu pozostanie stacja benzynowa, ale architekci negocjują z Orlenem, jak wmontować ją w cały projekt, aby wyglądała atrakcyjnie i zdobiła otoczenie.
Wśród atrakcji, które mają powstać na placu przed ratuszem, autorzy wizji proponują żeliwny odlew z makietą XVII-wiecznej Góry Kalwarii, metalowe tabliczki wtopione w posadzkę, które mogłyby utworzyć coś w rodzaju alei gwiazd (o ich przeznaczeniu zdecyduje samorząd), „intymne oświetlenie”, ławki z ponad setką miejsc i taflę płytkiej, płynącej wody, która miałaby przyciągać przede wszystkim dzieci. Owa sadzawka, wzbudziła sporo kontrowersji (jeden z mieszkańców nazwał ją „dynamiczną kałużą”). Paweł Uśniacki naciskał na twórców, tłumacząc, że „mieszkańcy bardzo czekają na fontannę”. Projektanci byli jednak przeciwni typowej fontannie. – To rozwiązania bardzo kosztowne. A po tej tafli dzieci będą mogły latem swobodnie biegać – tłumaczył Gasparski.
Na jednej z wizualizacji, świąteczno-zimowej, architekci narysowali nawet ślizgawkę przed ratuszem. Ale wiceburmistrz Wysokiński sprostował, że panowie nie wiedzieli, iż przy Kalwaryjskiej powstał właśnie biały orlik.
(pc)
Ys - 29 grudnia '11r. 19:55
Szanowny Panie Burmistrzu
Z niepokojem obserwuję, jak władze naszego miasta w ogromnym tempie forsują przebudowę
rynku.. Nie było konkursu na projekt, nie ma czasu na poważną dyskusję nad koncepcją, a Pana zastępcy zachowują się tak, jakby wszystko było już przesądzone. Może należałoby im przypomnieć, że pełnią swoje funkcje za Pana pośrednictwem, ale z naszego upoważnienia ?
Koncepcja przebudowy rynku została wreszcie upubliczniona i dopiero teraz może stać się przedmiotem namysłu i dyskusji. Rada Gminy powinna powołać doraźną kilkuosobową komisję, która w ciągu dwóch tygodni zebrałaby opinie i postulaty mieszkańców, także internautów. Swoje wnioski przedstawiłaby na spotkaniu władz z projektantami.
Obecną koncepcję internauci ocenili rzeczowo, choć bardzo krytycznie- podzielam ich- zwłaszcza Marka i Zeki – uwagi – i dołączam swoje.
1. Klinkier – jedyną jego zaletą w stosunku do kamienia jest cena, nie wiem, czy przetrwa kilkadziesiąt lat, (architekci mówią, że 200 lat) kamień jest piękniejszy i – wieczny. Rynek w Sienie wyłożono klinkierem – zgoda, lecz tym śladem nie poszło zbyt wiele innych miast.
2. Sadzawka. Na rynku zawsze była woda- najpierw studnia- tu i ówdzie, jak w Kazimierzu, pozostała do dziś. Potem w tysiącach miast europejskich pojawiła się fontanna. Fontanna ożywia i dynamizuje przestrzeń, i ją upiększa. A sadzawka pasuje bardziej do parku lub skweru. No chyba że projektanci skopiowali nie tylko klinkier z Sieny, ale i sieneńską sadzawkę; kopia wydaje się dość wierna, choć brakuje mi kilku szczegółów, przy których bym się jednak upierał.
3. Ławy kamienne. Za Zekim myślę, że to spisek ! Architekci zaprojektowali ławy, my na tych ławach będziemy łapali wilki i z tymi wilkami - do przychodni, do lekarzy. To spisek architektów i lekarzy! W naszym klimacie kamienna ława jest zupełnie niepraktyczna - to po pierwsze. Po drugie -nasz rynek jest mały i architekci powinni go wizualnie powiększać, a ławy mocno go pomniejszają. Po trzecie, rynek musi być funkcjonalny, to znaczy drożny we wszystkich kierunkach, a ławy to tor przeszkód dla przechodnia.. I po czwarte , stacjonarne ławy ograniczają możliwości organizacji imprez do jednej opcji: tu scena, tam publiczność. Naturalnym rozwiązaniem są gustowne, solidne metalowe ławki z drewnianym siedziskiem ustawione po obu stronach rynku, które można dowolnie przestawiać lub wywozić do konserwacji.
4. Pieniądze. Jeśli brakuje pieniędzy na realizację dobrego projektu, to nie róbmy tandety, bo to i tak zawsze drożej wychodzi. Może udałoby się zrealizować dobry projekt w kilku etapach? Fontanna jest absolutnie konieczna , ale przecież mogłaby poczekać na swojego Berniniego?
5. Jeśli by jednak władze uparły się przy tandecie, to prosiłbym o dodanie do projektu jeszcze jednego elementu- pręgierza. Pręgierze były istotnym komponentem architektury rynku. Taki najtańszy, ze styropianu, bardzo by do tej koncepcji pasował.
6. I pod tym pręgierzem byśmy Panie Burmistrzu chłostali pańskich zastępców i radnych
Za przekształcenie za duże pieniądze znośnego skweru w beznadziejny plac.
marek_k - 30 grudnia '11r. 04:14
Wreszcie strona na nowo sie ozywia i nie pozwala umrzec smiercia naturalna przed tymi, ktorym zalezy na tym by przykryc plac kirem, a moze tylko zrobic go polacia zbierajaca deszczowke do nowopowstajacych pomyslow ujarzmiania burzowych nawalnic.
Wasza slawetna OHP i wozy bojowe juz plynely tego roku choc jednostka umieszczona jest na szczycie skarpy wislanej. Zdjecia byly tak smieszne, ze nadawaly sie do zapisu w zeszytach o humorystycznym wizerunku. Myslalem, ze takie obrazki moga dotyczyc wschodnich rubiezy. Historia jest nieublagana, ten obraz bedzie jeszcze nie raz przywolywany w pamieci tych co sie jeszcze nie narodzili. Opisane w innym artykule cwiczenia strazackie z uzyciem sprzetu plywajacego po tegorocznej suszy musza nabrac innego wymiaru. Przyjdzie i taki czas, ze czemus posluza. Zjawiska przyrodnicze nie zawsze sluza ludziom, czesciej szkodza. Skoro przyroda szkodzi to i znajda sie tacy, ktorzy bez wiekszych kwalifikacji moga jeszcze bardziej zaszkodzic, bo po prostu sie nie znaja, a wydaja wyroki, jakby wziete z samych niebios. Rowniez z niepokojem przygladam sie poczynaniom niektorych ludzi na wskros obojetnym na slowa piszacych. A coz to takiego moglo sie w czyims zyciu wydarzyc by w taki ignorancki sposob podchodzic do pytan i w wiekszosci przypadkow uzasadnionych niepokoi o wlasne miasto, by jednym slowem zbyc, ze to zadna reprezentacja? Trudno byc reprezentantem z grona mieszkancow, jesli slyszy sie z ust wladzy, ze prawo bylo zawsze po tego stronie, kto z wyzszego magistrackiego stolka patrzy na reszte. Oj!? Zapewne, gdyby jeszcze w reku palka sie znalazla, a nie kreda to niejeden dostalby nia po plecach. Nie, wtedy bili po lydkach, by slady byly znikome.
Mialem nie pisac bo wciaz mi zabronione, teraz raczej nie o projekcie jest mowa a o sposobie doprowadzania do jego realizacji. To bardzo powazna ma zapasc decyzja, moze na kilka kadencji. Gdy mozna cos wykonac ku uciesze wszystkich to warto to zrobic, a nie zyc wspomnieniami dawnej wladzy nad nastolatkami i wszystkich uwazac za mlokosow. Duch wiecznie zywy, trudno jest go przezwyciezyc, tu sila niczego dobrego sie nie wskora. Te metody dawno przeszly do lamusa i trzeba na zawsze o tym zapomniec i sie nie osmieszac.
Koncepcje i punkty YS dadza sie rozwinac. Warto powalczyc o te nieszczesna fontanne. Woda - zwlaszcza czysta - w samym sercu miasta to dowod dbalosci wlasnie o nasze "dusze", ktore w kazdej chwili tym swym uzdrowienczym kropieniem moga radowac dlugo jeszcze po powrocie do domu. Nie wszyscy na jej krople zasluguja, dlatego zapewne z taka zazartoscia sa jej przeciwne. Nie warto, warto jest byc sluchaczem, nie tylko recenzentem, a zwlaszcza decydentem. To zawsze moze sie kiedys zemscic. Nie jeden raz historia to udowodnila, dobrze byc blisko historii, bo ona powinna uczyc, a nie przyslaniac, badz wrecz ognistym mieczem oslepiac. Skoro juz i takich metafor mozna uzyc ku polepszeniu relacji TY - JA, MY - ONI. Czyz nie wszyscy powinnismy byc po tej samej stronie bez wszelakiej pychy i wywyzszaniu sie? Czyzbysmy byli z innej gliny? Chyba, ze wszyscy jestesmy cholota, to znaczy kazdy z nas? Kazdy...?
Nie, pieniacza tego nie dotyczy, ten dziala na innych zasadach sobie tylko dobrze znanych. Uwazam, ze tacy nie zasluguja na miano ludzi porozumienia.
Ys - 7 stycznia '12r. 13:17
@ marek k, Tama Wojskowa, Zorro, Zeki
dziękuję i życzę Dobrego Nowego Roku !
@ Rafał Sieraczyński – życzę Panu Wszystkiego Najlepszego w Nowym Roku, a zwłaszcza Większej Wyobraźni ! W Pana zawodzie to podstawa!
Gratuluję udanej restauracji dworca w Przemyślu. Będzie on znaczył dla Przemyśla więcej niż Grand Central dla Nowego Jorku.
Niestety nie mogę niczego dobrego powiedzieć o koncepcji przebudowy rynku w Górze Kalwarii. Jeśli ma to być nasza chluba - to sadzawka z ławami to za mało. Fontanna ?
(Wiceburmistrz (?) powiedział : „nie było, to i nie będzie !”, co trąci trochę Kononowiczem, bo przecież przed wojną nie było ani klinkieru , ani ław , ani sadzawki.).
Fontanna też nie wystarczy, choć to już coś, chyba że ..jakieś arcydzieło.... Więc co?
Można pomarzyć ? Dziś chyba można !
Przed chwilą i tylko na ten sylwestrowy wieczór powołałem do życia spółkę architektów w celu uzupełnienia koncepcji przebudowy rynku. Spółka nosi nazwę „Ys & Jack Daniels Ltd.”
Naszym zdaniem rynek musi się odwoływać do przeszłości i ją eksponować.
Cóż pozostało po Nowej Jerozolimie biskupa Stefana Wierzbowskiego ? Układ urbanizacyjny i kilka kościołów. Po licznych kiedyś zakonach – tylko marianie . Po reszcie z nich - niesławna pamięć w „Monachomachii” biskupa Ignacego Krasickiego i nazwy ulic. Po pijarach – tylko pani burmistrz.
Podupadłe miasto zaczęło się odradzać od początku XIX w za sprawą osiedlających się tu Żydów, którzy w okresie międzywojennym stanowili już 1/3 mieszkańców. Góra Kalwaria stała się ważnym centrum życia kulturalnego, duchowego i religijnego chasydów polskich.. Ściągały tutaj pielgrzymki nie tylko z Warszawy i okolic, ale i z innych krajów. Po tych czasach pozostał tyko cmentarz i ruiny...
Rynek powinien przywoływać i utrwalać pamięć o przeszłości. Dlatego też w miejscu sadzawki proponuję pomnik biskupa Stefana Wierzbowskiego – fundatora naszego miasta. Po drugiej stronie, po przekątnej, widzę pomnik Mordechaja Altera, ostatniego cadyka Góry Kalwarii. A pomiędzy nimi, na środku Fontanna !
( Już słyszę ten krzyk oburzenia : Żydzi ! Znowu Żydzi !
Oburzonym przypomnę, że podobne głosy : „Ci wstrętni Polacy, czego tu oni jaszcze chcą? Szkoda, że Stalin ich wszystkich nie wykończył!” pobrzmiewają czasami we Lwowie i Wilnie. Uszanujmy żydowską kartę w naszych dziejach, a dopiero wtedy będziemy mieli moralne prawo domagać się zachowania naszej, polskiej spuścizny na Wschodzie.}
Spokojnie, to tylko sylwestrowe propozycje spółki „Ys & Jack Daniels Ltd”