13 października '11r.
Artur S. podszył się pod krewnego, ale nie udało mu się wyłudzić 20 tysięcy złotych.
„Dzień dobry, wujku, przepraszam, że tak długo się nie odzywałem” – usłyszał w poniedziałek w słuchawce 60-letni mieszkaniec Góry Kalwarii. – A, to ty? – zapytał niepewnie po dłuższej chwili, podając imię siostrzeńca. „A któż by inny?!” – ucieszył się oszust, bo zdał sobie sprawę, że rozmówca połknął haczyk.
Nagle „siostrzeniec” od wspomnień przeszedł do narzekań, że on i jego najbliżsi mają problemy finansowe. – Dzwonię, bo potrzebuję pożyczyć pieniędzy, na kilka dni. Słowo, że oddam – zarzekał się. Emeryt zgodził się w końcu przekazać „krewnemu” 20 tys. zł. Umówili się o godz. 13 przy jednym z banków w mieście. – Wujku, tylko mam taki problem, że nie będę mógł przyjść po pieniądze sam. Przyślę znajomego – blefował Artur S., podając jako opis „kolegi” swój wygląd.
W drodze do banku starszego pana coś tknęło. Pomyślał, że to mało prawdopodobne, by krewny, z którym rozmawiał, rzeczywiście popadł w finansowe tarapaty. Postanowił wstąpić na komisariat. Czas gonił, dlatego kryminalni poradzili, żeby mężczyzna udał się na miejsce spotkania, a sami zasadzili się na oszusta. Kiedy Artur S. podszedł do „wujka”, przedstawił się, zamienił kilka słów, zaczął coś podejrzewać. Rzucił się do ucieczki w boczną uliczkę. Ale policjanci wkrótce go dopadli i rzucili na ziemię.
Usłyszał zarzut usiłowania dokonania oszustwa metodą „na wnuczka”. Grozi mu do ośmiu lat więzienia. Wczoraj mężczyzna – mieszkaniec warszawskiej Pragi – został doprowadzony przed sąd, gdzie prokurator zawnioskował o umieszczenie go na trzy miesiące w areszcie. – Sprawa jest rozwojowa – ujawnia Halina Kędziora-Kula, rzeczniczka powiatowej policji. – Sprawdzamy, czy podejrzany nie dokonał podobnych oszustw w Warszawie i na terenie Mazowsza.
Sposób działania przestępców podszywających się pod krewnych jest zawsze taki sam. Najpierw nawiązują kontakt ze starszą osobą „po długim czasie” i prowadzą rozmowę tak, by zaskarbić sobie zaufanie, a potem przechodzą do rzeczy: informują o niespodziewanych kłopotach kogoś z rodziny i potrzebnych pieniądzach, żeby z nich wybrnąć. Gdy uzyskają zgodę na „pożyczkę”, proponują spotkanie lub proszą o dokonanie przelewu na poczcie lub w banku na konto wskazanej osoby. Zawsze usprawiedliwiają się, że nie będą mogli przyjść osobiście, tylko przyślą znajomego, podają jego fikcyjne imię i nazwisko oraz rysopis.
(pc)