czyżby wróciło stare - 31 marca '10r. 08:42
"Góra Kalwaria. Milicjanci rzadko tutaj bywają trzeźwi. Przestępcy są bezpieczni, meliny prosperują doskonale opłacając się wódką. Funkcjonariusze mają inne zajęcia niż pilnowanie porządku - oto rejestr ich wyczynów:
W roku 1970 jeden z nich zamordował żonę siekierą.
W 1975 r. dwaj pijani milicjanci, wymachując pistoletami rozpędzili kolejkę przed sklepem, po czym stoczyli na ulicy pojedynek na pistolety "do pierwszej krwi" - jeden został ranny.
W 1979 r. Bogdan Kozłowski zatłukł pałką na rynku rezerwistę (chłopak osierocił dwoje dzieci). Kozłowskiemu włos z głowy nie spadł aż do listopada 1982r., kiedy to po pijanemu strzelił sobie w brzuch. Rana okazała się śmiertelna.
W 1982 r. po kolejnej libacji wybuchła w komisariacie strzelanina i funkcjonariusz Chojka został ranny w ramię.
Milicjant Wojciechowski, który często po pijanemu pałował swoją żonę, w sierpniu 1983 r. zastrzelił ją. zużywając cały magazynek. Wojciechowskiego od odpowiedzialności chronią psychiatrzy z MSW.
Na tym tle ładnie wygląda dowcip kalwarskich ubeków. Węsłaś i Semeniuk jadąc PKS-em z Piaseczna do domu wystrzelili w autobusie petardę gazową.
A złodzieje? Podczas popijawy w komendzie ukradli stojący pod nią radiowóz i pojechali nim do pobliskiego Chynowa, gdzie obrabowali sklep. Tygodnik Mazowsze nr 65 z 20 października 1983 r."
Więcej...
http://wybor(...)jV5vQQ6V