15 maja '11r.
Od jesieni o prawie metr osunęła się skarpa doliny Wisły za domami wybudowanymi wzdłuż ul. Wojska Polskiego.
– Boję się, jeszcze nigdy nie było takiej sytuacji – mówi „Nad Wisłą” Halina Przystup, która mieszka w domu położonym tuż przy skarpie od 40 lat. W zeszłym roku jej rodzina wyrównała betonem podwórko – podjazd do garaży i wiaty. Przez zimę zrobił się uskok, miejsca do parkowania zsunęły się o metr. – Strach wjeżdżać do garażu – zauważa dzieląca z panią Przystup podwórko Danuta Manowska.
W ogrodzie, który też zjechał po skarpie, powstała szczelina jak po trzęsieniu ziemi.
Kilka posesji dalej rozmawiamy z kobietą, której pęka dom. – Robimy wszystko, żeby się w pół nie rozpękł. Jest tragedia. Oby nie zabiło – ucina zdenerwowana.
Skarpa za rondem w Górze Kalwarii, przy trasie w kierunku Warki, jest podzielona na prywatne działki. Starsza kobieta, która mieszka w popękanym (i „polepionym” – jak mówi) budynku naprzeciwko stadionu od 1959 roku, opowiada nam, że skarpa osuwała się zawsze. – Ojciec rok w rok przywoził ziemię, żeby uzupełnić ubytki, my też tak robimy. Inaczej połowy działki by nie zostało – stwierdza.
Wszystko drży
Ale nie tylko ona ocenia, że w ostatnich latach problemem osuwania się ziemi wzrósł z powodu narastającego ciężkiego ruchu na ul. Wojska Polskiego. – Gdy jadą samochody ze złomem, szklanki w kredensie mi dzwonią – opisuje.
– Ten proces od kilku lat się pogłębia. Ludzie mi się skarżą – przyznaje Stanisław Jędrzejczyk, radny poprzedniej kadencji, któremu ruchy ziemi poprzesuwały ogród („ale jest bezpiecznie” – twierdzi). Inni obliczają, że źle zaczęło się dziać dwa lata temu, a ostatnie pół roku to makabra. Wierzch skarpy zsunął się razem ze wszystkim – nawet długoletnimi drzewami.
Jerzego Szweda zastaliśmy przy porządkowaniu terenu obok przechylonego, murowanego gołębnika. – Wszystko zjechało – wzdycha. Właściciel sąsiedniej posesji Marek Mazurkiewicz swój budynek gospodarczy rozebrał zawczasu. – Podpory nie pomogły. Bałem się, że w końcu coś mi na głowę spadnie – tłumaczy. Tak jak inni mieszkańcy dowoził ziemię, częściowo utwardził podwórko betonem i zrobił odwodnienie. – Wszystko osunęło się o metr. 25 lat tu mieszkam i takiego problemu nie był – kiwa głową z niedowierzania.
Zdaniem pana Marka winne są szczególnie ciężkie cementowozy z Ożarowa, których dziennie przejeżdża pod jego oknami nawet kilkaset. Wtedy wszystko drży. Wtóruje mu Adam Ziętek. – Szklanki w mieszkaniu brzęczą – stwierdza. Dom pana Adama też posadowiony jest solidnie, nic się z nim nie dzieje. Ale już przystawiona do niego wiata z betonową posadzką odjechała i pochyliła się. Przez dwa lata łącznie pół metra. – Mam cichą nadzieję, że to osuwanie kiedyś się zatrzyma – liczy.
Trzeba ostrzec ludzi
– Niestety, ruchom masowym gruntów nie da się zapobiec – informuje „NW” Mirosław Rutkowski z Państwowego Instytutu Geologicznego. – Nie sprawdzają się też sposoby stabilizacji osuwisk. Robi się je w wyjątkowych przypadkach, gdy zagrożone są zabytki, jak w Płocku czy Warszawie, ponieważ te metody zabezpieczenia są bardzo kosztowne – dodaje.
Według specjalisty z PIG zagrożenie osuwaniem się gruntów zwiększyło się w ostatnich latach ze względu na duże opady i znaczny wzrost poziomu wód gruntowych. Ponieważ pamięć lokalnych społeczności jest ulotna, Instytut w ramach rządowego programu SOPO prowadzi rejestrację wszystkich osuwisk w Polsce i uświadamia lokalne władze, by nie godziły się na zabudowę terenów zagrożonych ruchami masowymi ziemi. Bo co pewien czas ruchy gruntu się nasilają. – Możemy tylko ostrzegać – rozkłada ręce Mirosław Rutkowski.
Skarpa wzdłuż ul. Wojska Polskiego zgodnie z miejscowym planem zagospodarowania przestrzennego jest terenem zagrożonym osuwaniem się mas ziemi. Ale wszystkie pozwolenia na budowę domów, które przy niej powstały, wydawane były w innych czasach, gdy zagrożenie wydawało się nieistotne. Jednocześnie skarpa jest objęta ochroną konserwatora zabytków. Ale konserwator tylko pilnuje, żeby nie została zniszczona. Właściciele działek o swoje posesje muszą martwić się sami. Ale czy na pewno?
Ostatnio problem osuwiska wywołała radna Aleksandra Górecka. – To teren prywaty, ale jako gmina powinniśmy mieć wiedzę, zanim zaczną się sypać domy. Może należy się pokusić o jakąś opinię specjalisty, chociażby po to, aby ostrzec i uświadomić mieszkańców. Oni twierdzą, że winę za osuwanie się ziemi ponosi ruch ciężkich samochodów i brak obwodnicy. A może nie. Powinniśmy to sprawdzić – tłumaczy.
Urzędnicy: Sprawdzimy
Burmistrz Dariusz Zieliński o ruchach gruntu dowiedział się od radnej. – Nie było do tej pory pisma od mieszkańców. Rozpoznam sprawę i sprawdzę, jaką rolę może odegrać gmina – deklaruje.
Z kolei Leopold Śliwiński, naczelnik Wydziału Ochrony Środowiska piaseczyńskiego starostwa powiatowego, o świeżym osuwisku przy ul. Wojska Polskiego usłyszał od nas. – To może być bardzo poważna sprawa. Jeśli wpłynie do nas odpowiedni wniosek, poszukamy pieniędzy na przeprowadzenie fachowej obserwacji tej skarpy, żeby sprawdzić, czy to nie grozi katastrofą – zapewnia „NW”.
Piotr Chmielewski
Gazeta "Nad Wisłą"